2 maj 2013

Domowy jogurt

Czy kiedykolwiek próbowaliście robić jogurt samodzielnie? Ja wiem, że ten "kupny" nie jest drogi, ale jego wadą jest to... że jest "kupny". Nie oznacza to, że będę was namawiać, do kupna krowy, aby mleko też nie było "kupne". 
Tak na prawdę nigdy nie wiemy, co te wielkie koncerny dodają do zwykłego jogurtu naturalnego. Często znajdziemy tam żelatynę, mączkę chleba świętojańskiego, jakieś inne zagęstniki. Tylko po co? 
Ja nie chcę tych zagęstników, i innych paskudztw w moim jogurcie! 
Z dalekiej podróży przywieziono mi tzw. "zaczyn" jogurtu. Był to bodajże jogurt bułgarski, ale jak dla mnie w smaku to najzwyczajniejszy jogurt na świecie, bardzo dobry. Nie obawiajcie się, że "zaczyn" to coś co trudno zdobyć... jest to kilka łyżek zwykłego jogurtu. Jeżeli macie wśród znajomych kogoś, kto taki jogurt produkuje, proponuję zakraść mu się do lodówki i wykraść kilka łyżeczek. 
Niżej napiszę Wam jak ja robiłam ów jogurt i jakie są moje spostrzeżenia/uwagi. A teraz coś na zachętę :)


Potrzebujemy:
  • 3 łyżeczki "zaczynu", czyli jogurtu,
  • 1 l mleka świeżego czyli takiego o krótkim terminie przydatności do spożycia. 
Oczywiście, wskazane byłoby mieć świeżutkie mleko prosto od krowy, ale nie każdy ma możliwość pozyskania takowego. Jakimś pomysłem jest bieganie po tzw. ryneczkach i szukanie "baby z mlekiem i jajami" :) Choć i to rozwiązanie ma jakąś wadę, bowiem zdarza się, że przedsiębiorcze starsze panie dosypują do  mleka proszku do prania. Szokujące prawda? Po co to robią? Ano, żeby mleko się nie psuło....

Będziemy  potrzebować jeszcze termometru.

Mleko zagotowujemy, starając się aby nie wykipiało. Odstawiamy, ale wkładamy doń termometr. Gdy temperatura spadnie lekko poniżej 50 stopni Celsjusza, dodajemy trzy łyżeczki "zaczynu". Mieszamy dokładnie, przelewamy do szklanego naczynia (np. słoika) i owijamy ręcznikiem, kocem i czym się da, żeby nasz jogurt mógł sobie w ciepełku dojrzewać... czyli, żeby bakterie zrobiły co do nich należy.

Fundamentalne pytanie - jak długo? Ja trzymałam jakieś 6 godzin, ale można zostawić na całą noc. Później wstawiamy go do lodówki i czekamy aż się schłodzi. 

Uwaga, jeżeli chcemy, aby nasz jogurt był bardziej zwarty i  kwaskowy, musimy dać więcej naszego "zaczynu" i dłużej trzymać w ciepełku. 
Jeżeli damy ów "zaczynu" tyle co w przepisie, jogurt będzie miał konsystencję przypominającą zsiadłe mleko... ale takie prawdziwe zsiadłe mleko, ale nie coś w stylu marketowego kefirku. 

Jogurt jest pyszny z owocami, siemieniem lnianym i miodem, z granolą... ale ja dodaję go także do zupy, pankejków i do czego tylko mogę.

Minus - zdarza się czasami, że domownicy, tak są przywiązani do "kupnego" jogurtu, że zawezmą się i nie będą wyrażać chęci skosztowania tego cudu. Rada... proponuję nie wkładać naszego jogurtu do słoika np. po ogórach kiszonych, lub (o zgrozo) po śledziach matyjasach. Jogurt może przejść specyficznym smrodkiem i nikt, nawet Wy go nie tkniecie. 
Wybieramy słój po miodzie, albo np. literatki. 

WAŻNE: Z naszego pysznego jogurtu odkładamy jakieś 3-4 łyżeczki jako ""zaczyn" do nowego jogurtu. 

Życzę Wam smacznego.







4 komentarze:

  1. Ja dostaje od znajomej mleko od krowy i wlasnie po glowie caly czas chodzi mi wlasny jogurt :) na pewno zrobie !

    Zapraszam
    zdrowiezwyboru.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś wielką szczęściarą skoro masz dojście do takiego mleka:) Koniecznie spróbuj zrobić taki jogurt. Gwarantuję, że się nie zawiedziesz. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna sprawa :) Też jestem fanką zdrowego stylu życia, w sieci szukam ciekawych blogów - takich jak Twój :) Polecam blog pełen zdrowej inspiracji http://kcalmar.com/blog/ moje ostatnie odkrycie, wydaje mi się że Tobie też się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń